Leczenie raka - Naturalna pomoc w leczeniu nowotworów

Pomoc w leczeniu raka

Artykuł oryginalny na stronie internetowej miesięcznika "Nieznany Świat" - link

Z cierpiącym po zdrowie

Jest uważany za jednego z najlepszych polskich fitoterapeutów, a jego kuracje ziołowe okazują się niezwykle skuteczne. Nie tylko one, zresztą, gdyż Stanisław Olszewski z podwarszawskiego Otwocka lecząc chorych potrafi dokonać prawdziwych cudów.

Z zawodu jest elektronikiem. Przed 20 laty, chcąc pomóc, cierpiącej na raka, matce wybrał się do słynnego zielarza, Eligiusza Kozłowskiego. Sytuacja była dramatyczna: po otwarciu jamy brzusznej lekarze stwierdzili, że ogniska nowotworowe są rozsiane w całym organizmie, a chora ma przed sobą 2-3 tygodnie życia. Fitoterapeuta ubolewał, że przyjechali tak późno – jego zdaniem, przed operacją można było zrobić więcej.

Skoro tu jestem, sam się przebadam – zdecydował wówczas Stanisław Olszewski. Położył dłonie na stole, a mistrz, badając receptory z pomocą wahadełka, powiedział wszystko o jego zdrowiu. To była kompletna, precyzyjna diagnoza, jakby rentgen ciała i emocji wykonany w ciągu zaledwie kilku minut. Potem przyszła kolej na żonę pana Stanisława. Kozłowski wysłał ją na usg, bo coś tam jest.

Olszewscy wrócili do domu z ziołami dla mamy i siebie. To, co się działo po ich zastosowaniu, zmieniło całe ich życie. Przez dwa tygodnie organizm kobiety cierpiącej na nowotwór pozbywał się czarnej mazi. W tym czasie chora źle się czuła, ale wkrótce osłabienie ustąpiło. Odzyskała siły, przeprowadziła remont domu i dopiero po pewnym czasie powoli zaczęła gasnąć. Zamiast trzech tygodni, przeżyła osiem miesięcy.

Dzięki ziołom ustąpiły również dolegliwości Stanisława Olszewskiego. Pozostała fascynacja leczniczymi właściwościami roślin. Coraz częściej odwiedzał swojego mentora – i tak jak on postanowił leczyć ziołami.

Test pierwszomajowy

W Niedanowie na Mazurach Eligiusz Kozłowski kupił 1500 ha ziemi. W większości były to nieużytki oraz bagna, które próbowano z mizernym skutkiem zmeliorować. Ziemia, nieprzydatna rolniczo, przynosiła tamtejszemu PGR-owi wyłącznie straty. Natomiast dla zielarza było to wymarzone miejsce pod uprawę ziół: od stuleci nie skażone chemią, nawozami sztucznymi czy opryskami.

Z melioracją mistrz poradził sobie szybko i małym kosztem. Najpierw wykrył wahadłem położenie źródeł zasilających bagno, a potem w odpowiednim miejscu przekopał rowek i woda spłynęła do rzeki. Można już było uprawiać zioła, wykopać stawy, założyć ekologiczną hodowlę ryb.
Tamtego, pamiętnego pierwszego maja Eligiusz zaproponował: będziemy sadzić las. Robili to od rana do wieczora. Olszewski, choć drobny i niższy od mistrza Eligiusza – pracował z nim ramię w ramię. A po skończonej pracy Kozłowski powiedział:

Dasz radę! Wtedy nie rozumiałem znaczenia tych słów. Dziś wiem, ile siły i hartu ducha potrzeba, aby pomagać chorym, iść po zdrowie z każdym cierpiącym, zrozpaczonym, oczekującym wsparcia – mówi podwarszawski terapeuta.

Od tamtej pory przez 10 lat Stanisław Olszewski spędzał u Kozłowskiego każdy weekend. Rozmawiali o ludziach i roślinach, a on uczył się nowego zawodu. Po śmierci rodziców Eligiusz, który był wspaniałym człowiekiem, stał się jego mistrzem i zarazem ojcem. Jego synowie zresztą nadal uprawiają zioła i sporządzają mieszanki według receptur rodzica.

Stanisław poszedł w ślady swojego nauczyciela. Z początku wydawało mu się, że jego pierwszy zawód już nie jest przydatny. Później zrozumiał, ile zawdzięcza znajomości elektroniki wyniesionej ze studiów. Dzięki tej wiedzy lepiej rozumie procesy zachodzące w Kosmosie i ludzkim ciele. Wszak w organizmie płyną prądy jonowe (komputerowe testy i korekcje prądów metodą Volla), a komórki mogą żyć dzięki różnicy potencjałów, jaką potrafią wytworzyć pomiędzy swoim wnętrzem a otaczającymi je płynami ustrojowymi (zdrowe komórki ok. 60-90mV, zaś chore, nowotworowe 40-20mV).

Płyny wewnątrz i na zewnątrz komórki mają inną ilość jonów, w środku jest więcej anionów o ładunku ujemnym. Metabolizm komórki-nasze zdrowie – zależy od ilości tych jonów. Ciało też jest spolaryzowane; prawa i lewa ręka oraz głowa i stopy gromadzą inne ładunki. By mogło dojść do zapłodnienia, mężczyzna i kobieta powinni mieć przeciwną polaryzację.

Małżeństwo spod Wadowic relacjonuje:

15 lat byliśmy razem, zdrowi, medycyna akademicka twierdziła, że mogę zajść w ciążę, a jednak to nie następowało... Pan Stanisław dotknął moich rąk i męża, nauczył nas zmieniać polaryzację, dał nam zioła do picia i obecnie mamy już trójkę dzieci.

Wiedza o falach i ciekłych kryształach pozwala głębiej wniknąć w strukturę bytu człowieka i każdej żywej istoty, umożliwia zrozumienie tego, co intuicyjne. Aby uzdrowienie było kompletne i trwałe, powinno dokonać się na wszystkich poziomach: ciała fizycznego, duszy – energii i umysłu- informacji. Chory musi zrozumieć konieczność oczyszczenia ciała, a często również zmienić zakorzenione nawyki.

Uzdrawianie na wszystkich poziomach

Młoda pielęgniarka Agnieszka o skuteczności terapii Stanisława Olszewskiego usłyszała od swojej starszej koleżanki. Od pewnego czasu cierpi na dotkliwe bóle kręgosłupa lędźwiowego, badanie rentgenowskie wykazało w tym odcinku dyskopatię. Koledzy lekarze wysłali ją na rehabilitację, jednak serie zabiegów niewiele pomogły. Uznano, że nic więcej nie da się zrobić. Otrzymała leki przeciwbólowe i zalecenia: nie schylać się i nie dźwigać. Oba praktycznie niemożliwe do zrealizowania.

Stanisław Olszewski, tak jak Eligiusz Kozłowski, rozpoczyna terapię od radiestezyjnej oceny stanu zdrowia na podstawie receptorów dłoni. Potem sprawdza, czy nie ma przepuklin kręgowych. W przypadku kobiety, o jakiej mowa, na szczęście ich nie znalazł, będzie więc można ustawić kręgosłup. Jednak najpierw trzeba odblokować przepływ energii w organizmie, wykonując akupresurę stóp i masaż barków.

Następne etapy to: masaż z nalewkami ziołowymi, ustawienie kręgów, masaż z oliwką. Po tym wszystkim Agnieszka otrzymuje rozgrzewający kompres z ziół leczniczych. Dzięki temu krew intensywnie krąży w naczyniach, rozpuszczając i usuwając kryształki kwasu mlekowego i szczawianów, które zgromadziły się w napiętych mięśniach. Potem terapeuta znów masuje stopy klientki. Słychać „chrupanie” stawów i kręgów; za chwilę ustanie ból kręgosłupa. Ale to jeszcze nie koniec zabiegu.

Terapeuta wprawia teraz w ruch kamertony. Ich dźwięki uwalniają głęboko ukryte emocje. - „C” i „g” to królewski interwał, harmonizuje pracę półkul mózgowych i całego ciała – wyjaśnia.
Na zakończenie Agnieszka otrzymuje zioła i zachętę do śpiewania. Bo – jak słyszy – dźwięki uwalniają z płuc, nerek i wątroby emocje. Żeby odblokować płuca – trzeba się śmiać, nerkom pomagają jęki, a wątrobie – krzyk.

Droga po zdrowie obrana przez pacjentkę, okazuje się typowa. Najpierw szukała pomocy u przedstawicieli medycyny akademickiej. Gdy spotkał ją zawód spróbowała metod medycyny naturalnej. Podobnie postąpiła jej starsza koleżanka, Jadwiga, która nie mogła żyć bez ketonalu. Dół kręgosłupa bolał ją tak bardzo, że siadając przeżywała męki. Tymczasem już po pierwszym zabiegu Olszewskiego bezboleśnie przesiadła się ze stołka na krzesło. – Pan Stasio postawił mnie na nogi, nie biorę tabletek, tylko piję zioła – mówi z uśmiechem. Z kolei siostra pani Jadwigi cierpiała na przepukliny kręgosłupa szyjnego. Nie pomagały ani nagrzewania, ani krioterapia, ani leki przeciwbólowe. Już po pierwszej wizycie u terapeuty odczuła ulgę, wróciła do domu szczęśliwa.
Przy przepuklinach kręgowych nie można ustawiać kręgosłupa. W takich przypadkach chorzy piją zioła i stosują okłady, które sprawiają, że przepukliny ulegają wchłonięciu. Dzięki temu udaje się uniknąć ryzykownej operacji.

Zdaniem otwockiego healera droga chorego powinna być zupełnie inna: należałoby zaczynać od masażu, ziół, chiropraktyki i bioterapii. Pozytywne skutki takich terapii, jeśli są one prawidłowo dobrane i stosowane, często pojawiają się natychmiast, nierzadko tego samego dnia, a najpóźniej po 3-7 dobach, choć w pierwszej fazie, gdy schorzenie jest przewlekłe, albo bardzo poważne, może nastąpić przesilenie odczuwane jako pogorszenie samopoczucia. Dopiero, gdy te środki zawiodą, należy sięgać po drastyczne metody medycyny akademickiej: zastrzyki i operacje.

W schorzeniach kręgosłupa nie jest też konieczne stosowanie chemicznych leków przeciwbólowych. Znakomicie sprawdza się okład ze świeżo utartego chrzanu na skórę, natłuszczoną oliwką. Można też przygotować alkoholowy (spirytusowy) wyciąg z chrzanu do nacierania, z tym, że takiego okładu nie wolny pozostawiać na noc, by nie doszło do oparzenia skóry.

Nowotwór: samobójstwo w chwale

Choroba nowotworowa poza powodującymi ją toksynami, złym odżywianiem i szkodliwym promieniowaniem ma podłoże psychiczne. Osoba, która funduje sobie raka, podświadomie chce wycofać się z życia, które traktuje jak pułapkę. Przyczyną tej postawy często bywa realizowanie obcych, narzuconych wzorców i kodów. Najgłębsze potrzeby własnej duszy pozostają niezaspokojone i trudno do nich dotrzeć.

Niekiedy poprzez chorobę dusza chce załatwić ważną sprawę. Dwunastoletnia dziewczynka, która zachorowała na chłoniaka grasicy, postanowiła uratować małżeństwo rodziców. Dziecko nie wytrzymało atmosfery ciągłych konfliktów i walki między nimi, grożących rozwodem. Choroba zmobilizowała małżonków do wspólnej walki o zdrowie córki. Olszewski zaordynował zioła, po których ustrój dziecka pozbywał się czarnego osadu. Wzmocniony tą naturalną kuracją, organizm dziewczynki przetrzymał naświetlania i chemioterapię. Walka o powrót do zdrowia trwała kilka lat i scementowała małżeństwo. Do rozwodu nie doszło.

Pod wpływem terapii ziołowej znikają też torbiele na jajnikach. 18-letnia Dorota, której proponowano operacyjne usunięcie jajnika z torbielą o średnicy 56 mm, nie zdecydowała się na zabieg. Zioła sprawiły, że po torbieli nie pozostał nawet ślad, co potwierdziło badanie usg.
Mieszkaniec Otwocka, dzięki ziołowej kuracji pozbył się brodawczaka w pęcherzu. Lekarz, który wykonywał usg przed planowaną operacją, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Zaprosił na konsultację kolegów: nie znaleźli śladu nowotworu. Operację odwołano.

Połączenie medycyny akademickiej z ziołolecznictwem daje znakomite rezultaty. Świadczy o tym przypadek Adama R. U młodego mężczyzny wykryto nowotwór jądra, który usunięto operacyjnie. Następnie chorego skierowano na konsultację do Centrum Onkologii. Badania wykazały przerzuty w obu płucach. Zastosowana chemioterapia spowodowała znaczące pogorszenie wyników morfologii krwi. I właśnie wtedy pacjent dowiedział się o herbatach ziołowych Eligiusza Kozłowskiego.

Organizm, wsparty leczniczą mocą ziół, znacznie lepiej zniósł kolejne leczenie chemią. Morfologia wróciła do normy, a guzki w płucach znacznie się zmniejszyły. Mężczyźnie zaproponowano operację, ale zaufał ziołom. Pił je systematycznie aż do skutku: ostatecznego zaniku nowotworu.
Jeśli zmiany chorobowe: guzy, torbiele są potwierdzone wynikami badań (usg, rtg), po kuracji ziołami wymagam przeprowadzenia badań kontrolnych. Zły wynik zapada w podświadomość, która traktuje go jak wyrok. Taki cyrograf trzeba wymazać, przekreślić – mówi Stanisław Olszewski.

Zioła na hormony tarczycy, na kamienie i niedrożne tętnice

Adam W. miał wole, wytrzeszcz oczu i uczulenie na przepisany lek (Propycil). Po trzech miesiącach leczenia ziołami nerwowość pacjenta zmniejszyła się, a poziom TSH wzrósł do 0,1. Okłady ziołowe na szyję sprawiły, że wole znacznie zmalało, po roku zaś systematycznego picia ziół poziom wszystkich hormonów tarczycy wrócił do normy. Sam gruczoł jest jeszcze nieznacznie powiększony, chory więc nadal stosuje okłady, ale poziom jego hormonów już się ustabilizował.

Tadeuszowi I. palącemu od 30 lat, groziła amputacja obu nóg. W prawej kończynie odnotowano zerowy przepływ krwi w tętnicy udowej. Ta noga miała być amputowana od pachwiny. Pacjent nie mógł już chodzić, a lekarze doradzali, aby jak najszybciej zdecydował się na operację. Jednak chory wybrał zioła. Po dwóch tygodniach odzyskał w nogach władzę, a po pół roku ziołowe kąpiele i herbaty przywróciły prawidłowe krążenie krwi w obu kończynach.

Dzięki kuracjom ordynowanym przez Olszewskiego lekarze niejednokrotnie mieli okazję przekonać się, jak skutecznie zioła rozpuszczają nie tylko osady w tętnicach i żyłach, ale także kamienie. Np. pewna pani doktor z miejscowości leżącej w pobliżu Otwocka przyjechała do healera ze swoją mamą – starszą osobą, cierpiącą na kamienie w woreczku żółciowym, których ze względu na chorobę serca nie można było operować. Również lekarka nie była wolna od tej dolegliwości. Terapeuta zaordynował zioła – i kamienie znikły, co potwierdziło usg. Od tej pory pani doktor nie kieruje już pacjentów z kamieniami w woreczku na operacje, tylko do gabinetu Stanisława Olszewskiego.

Podobnie postępuje dwóch lekarzy ze stolicy, którzy również przekonali się o tym, jak skuteczną pomoc niosą zioła w kamicy. 

Wcześniej zażywałem debelizynę i fitolizynę – bez rezultatu. Kamienie nerkowe rozpuściły dopiero zioła Eligiusza Kozłowskiego, które zapisał mi pan Stanisław – wspomina Krzysztof W., który dzięki ziołom „zlikwidował” też nadciśnienie.

Uratował mu syna

Siedmioletni chłopiec zaraził się toksoplazmozą. Dziecko wędrowało ze szpitala do szpitala, aż wreszcie znalazła się lekarka, która skierowała je do Centrum Zdrowia Dziecka. Tam specjaliści obiecali, że zajmą się nastolatkiem, ale ojciec musi podpisać zgodę na badania in blanco. Krzysztof C. wahał się, nie wiedział, co zrobić. Jedna z lekarek uświadomiła mu bowiem, że podczas takich badań zdarzają się zgony. Synek płakał, prosząc, żeby nie zostawiano go w szpitalu. Ojciec zaufał głosowi serca. Zabrał małego z CZD i pojechał do Stasia, prosząc o pomoc.
Zioła, które zaordynował fitoterapeuta były bardzo gorzkie, ale chłopczyk pił je wytrwale przez trzy miesiące. Potem dostał inną mieszankę. Wreszcie healer zalecił wykonanie badań kontrolnych do CZD, by przekonać się jak podziałała kuracja. Z początku lekarze nie chcieli wypisać skierowania na badanie krwi na toksoplazmozę, jednak widząc determinację ojca, który sam był w stanie ponieść w tym celu niemałe koszty – ustąpili. Wynik badania okazał się dla przedstawicieli medycyny akademickiej całkowitym zaskoczeniem: Krzysztof C. usłyszał, że ma leczyć dziecko tam, gdzie do tej pory... Zagrożenie zdrowia i życia minęło.

Ile czasu na kurację?

Regeneracja układu kostnego trwa 10-12 lat. Tkanki miękkie wymieniają się co kilka dni lub tygodni; po roku większość komórek w organizmie jest nowa. Aby wątroba odzyskała pełną sprawność potrzeba ok. półtora roku. Natomiast wyleczenie schorzeń układu krążenia przy dobrze pracującej wątrobie zajmuje pół roku. Stosunkowo najszybciej, bo w ciągu 2 miesięcy, można pozbyć się nowotworu. Chory powinien jednak poznać zasady metabolizmu komórek nowotworowych, stosować odpowiednią dietę i pić zioła, które zawierają związki zabójcze dla komórek rakowych.

Metabolizm i produkcja energii w komórkach nowotworowych opiera się na procesach fermentacji.
Gdy w wyniku zewnętrznych czynników zakłócone zostanie pH płynów ustrojowych (np. nadmiar sodu - niedobór potasu), zabraknie aktywnych NNKT (np. zjadamy rafinowane oleje zamiast tłoczonych na zimno), zasiedlą nas pasożyty. Z brzucha robimy na co dzień śmietnik, wrzucając do niego chemiczne, zatrute konserwantami jedzenie, długo przebywamy w strefie zakłóceń geopatycznych (cieki wodne) lub elektromagnetycznych (tel. komórkowy), przeżywamy silny stres, gwałtownie, albo przewlekle zaburza się praca enzymu/pompy Na+/K+ ATP-az. Wszystko to powoduje, że zostają wyłączone lub zniszczone mitochondria (produkcja energii z użyciem tlenu wyłącza się). Wtedy komórki, by produkować energię i przeżyć, cofają się do pierwotnej formy życia, która funkcjonowała w warunkach beztlenowych. Aby zwalczyć nowotwór, trzeba więc zabrać mu to, co go wzmacnia: sól (zawierającą sód) i proteiny, a dostarczyć to, co zmniejsza zakwaszenie, budzi i wzmacnia mitochondria. Wtedy następuje rozpad guza. Dietę należy wzbogacić w substancje eliminujące pasożyty i stymulujące regenerację komórek, np. nalewki z orzecha włoskiego, propolisową, bursztynową (ponieważ alkohol niszczy pole informacyjne, najlepsza proporcja 1:1), silne utleniacze, np. chloryn sodu NaClO2, którym Jim Humble uwalnia Afrykę od malarii i HIV, jodek potasu JK, lek na wszystko zanim wkroczyły na rynek farmaceutyki, świeże soki zawierające dużo enzymów antyoksydacyjnych. Dobrze oddziałują także rośliny aktywizujące układ immunologiczny lub niszczące tumor, jak korzenie mniszka, jaskółcze ziele, liście maliny, oset, najlepiej zmieszane razem w specjalnie dobranych ilościowo i jakościowo proporcjach, by – poprzez efekt synergii – uzyskać jeszcze mocniejsze oddziaływanie – słucham wywodów terapeuty.

Obumarłe pasożyty, komórki nowotworowe i chemikalia z krwią dostają się do wątroby. To trudny moment kuracji: wątroba wymaga ciągłego oczyszczania i podwyższenia poziomu energii. Jeśli organ jest osłabiony i wypełniony brudami, grozi śpiączka i śmierć.

Warto zdać sobie sprawę z tego, że wątroba współczesnego człowieka wymaga systematycznego oczyszczania, a w chorobie nowotworowej stanowi kwestię życia lub śmierci. Do odtruwania wątroby znakomicie nadaje się lewatywa z ziarnistej, mielonej kawy naturalnej (rozpuszczalna wykluczona). Trzy jej łyżki należy zalać litrem wrzącej wody i gotować na wolnym ogniu 15 minut. Kiedy temperatura wywaru obniży się do 38 stopni, trzeba go przecedzić i można już sporządzić lewatywę. Płyn starajmy się utrzymać w jelitach przez 10-15 minut, w tym czasie rozszerzają się drogi żółciowe i wypływają zanieczyszczenia, a kofeina dociera do komórek i aktywizuje mitochondria.

Po takich lewatywach i ustawieniu kręgosłupa także przechodzą jak ręką odjął bóle głowy i migreny, wzrasta energia, zmniejsza się brzuch.

Zioła pomagają też alergikom. Chłopiec, cierpiący na nawracające zapalenia oskrzeli na tle alergicznym, pozbył się uciążliwej choroby już po dwóch miesiącach terapii ziołowej. Inny w trzy miesiące wyleczył alergiczny trądzik, z którym medycyna akademicka nie mogła się uporać przez osiem lat.

Jak pomóc sobie i swojej rodzinie?

Pierwszym krokiem jest systematyczne oczyszczanie, zwłaszcza jelita grubego i wątroby. W tej dziedzinie nieocenione są lewatywy: z własnego moczu i opisana przed chwilą lewatywa z kawy. Systematyczne usuwanie toksyn sprawia, że organizm nie musi ich upychać w stawach, zatokach, przyklejać do ścianek naczyń krwionośnych, tworzyć z nich kamieni, torbieli i guzów. Co kilka miesięcy warto usunąć kamienie z wątroby, stosując sól gorzką. Przez 2-3 dni pijemy wyłącznie soki sporządzane w domu ze świeżych owoców i warzyw. Trzeciego dnia wieczorem przyjmujemy roztwór soli gorzkiej o 18-ej i 20-ej, a potem o 22-ej – oliwę z oliwek (tłoczoną na zimno) z sokiem z cytryny. Nazajutrz rano o 6-ej i 8-ej serwujemy ponowne roztwór soli gorzkiej.
Każdemu dobrze zrobi jeden dzień postu w miesiącu. Najlepiej wówczas poprzestać na piciu wody. Natomiast taki post przeprowadzany raz w tygodniu działa wręcz rewelacyjnie. Warto też włączyć do codziennej popularne diety, a jakże cenne rośliny lecznicze. Oczyszczanie wątroby wspomaga popularny mniszek (zwany mleczem). Pan Stanisław radzi, aby wiosną, zanim roślina rozwinie kwiaty, sporządzać z jej listków surówki.

W pełni kwitnienia należy pić syrop z kwiatów. W tym celu zalewamy je wodą i gotujemy do postaci wywaru – jednak zamiast białego cukru lepiej dodać cukier brązowy albo melasę. Dzięki temu mamy do dyspozycji smaczny lek wzmacniający wątrobę. Mój rozmówca używa go jako pożywki dla pożytecznych mikroorganizmów, których kultury opracował profesor Teruo Higa z Japonii. Wyhodowane na syropie kwiatowym pozwalają zregenerować florę bakteryjną u osób po kuracjach antybiotykami oraz wzmocnić ich odporność.

Jesienią warto zebrać korzeń mniszka, który można ususzyć i zmielić w ręcznym młynku na proszek (młynek elektryczny uszkadza substancje czynne), albo wycisnąć z niego sok.
Warto zwrócić uwagę na rośliny, które mają najwięcej siły życiowej, przez co bywają traktowane jak dokuczliwe chwasty. Należy do nich perz. Jego kłącza należy pokroić i spożywać na surowo jak kiełki. Z suszonych można sporządzić herbatkę.

W profilaktyce choroby nowotworowej sprawdza się herbatka z suszonych i zmielonych korzeni mniszka i pokrzywy.Młoda pokrzywa to prawdziwy skarb: wzmacnia odporność i zaopatruje organizm w żelazo. Jej listki można sparzyć i przyrządzić jak szpinak. Warto też je ususzyć i sproszkować. Zażywana w tej postaci (trzy razy dziennie po pół łyżeczki, popić wodą) jest znakomitym lekiem przeciw nadkwasocie i chorobie wrzodowej żołądka.

Wiosną i wczesnym latem trzeba zaopatrzyć się w skrzyp. Roślina ta okazuje się źródłem naturalnej krzemionki (niezbędnej dla kości, skóry), która w herbatce jest łatwo przyswajalna, działa odmładzająco i wzmacniająco, a także powstrzymuje siwienie i wypadanie włosów. Aby jak najlepiej wykorzystać skrzyp należy parzyć go dwustopniowo. Pierwszy etap to napar: zalać 1 łyżkę stołową szklanką wrzątku i po kilkunastu minutach odcedzić. Pozostałe fusy zalać jeszcze raz wrzątkiem i gotować 30-40 min. Napar i wywar połączyć i pić 2-3 x dziennie po 1 szklance.
Inny pożyteczny chwast to lebioda – komosa. Kiedyś szpinakiem z komosy karmiono biedne dzieci wiejskie, dostarczając im w ten sposób wartościowego białka i witamin. Dobrze byłoby wrócić do tej tradycji. Panie domu, wzorem mamy mojego rozmówcy, mogłyby same przygotować dla rodziny syrop malinowy i nalewkę z bursztynu na przeziębienia, syrop z czarnego bzu na kaszel, a nalewkę z łupin orzecha włoskiego przeciw pasożytom i bólom brzucha.

Jak się odżywiać?

Temat ten Stanisław Olszewski porusza na licznych spotkaniach, jakie odbywa. Każdemu choremu indywidualnie udziela wskazówek dietetycznych. Jednak kilku podstawowych zaleceń powinni przestrzegać wszyscy, którym leży na sercu własne zdrowie.

Po pierwsze: rozdzielne jedzenie, w jednym posiłku tylko jeden rodzaj produktów – białko albo skrobia lub owoce itd. Po drugie: należy zrezygnować z mleka pochodzącego ze sklepu. Otwocki healer ma takie powiedzonko: – Chcesz być kaleką, pij sklepowe mleko!

Skąd to przekonanie? Ponieważ, jego zdaniem, mleko i wszystkie produkty homogenizowane (twarożki, śmietany, a także niektóre soki) składają się z tak drobnych cząsteczek (pociętych laserem), że przechodzą niestrawione przez ścianki jelit. Broniąc się przed nimi organizm, otacza je śluzem. Produkty homogenizowane nie rozwarstwiają się; ich przydatność do spożycia jest dłuższa niż naturalnych, ale dla organizmu są trucizną. Po trzecie: codziennie jeść siemię lniane, pestki z dyni i słonecznika, orzechy włoskie, migdały, po 1 łyżce każdego, zmielonych tuż przed jedzeniem, dostarczając w ten sposób świeżych, nieutlenionych, niezbędnych, nienasyconych kwasów tłuszczowych, które użyte do budowy błon komórkowych pozwalają oddychać komórce.
Należy też, o czym wszyscy wiedzą, unikać produktów przetworzonych. Zupa ze świeżych warzyw nie może się równać z błyskawiczną. Gospodyni, której zależy na zdrowiu domowników, nie powinna oszczędzać czasu na przygotowanie domowych dań.

Nowoczesne, ulepszone genetycznie odmiany pszenicy zawierają takie ilości glutenu, że organizm nie może ich przyswoić. Toteż – dla własnego dobra – należałoby zrezygnować z wyrobów z mąki pszennej, zastępując ją orkiszową.

Każdy słyszał, że cukier to biała trucizna. I co z tego?Są dni, kiedy możemy zjeść wszystko, i takie, kiedy musimy uważać. Następca Eligiusza Kozłowskiego doradza każdemu poranny test polegający na obserwacji języka. Jeśli jest on biały, świadczy to o wychłodzeniu organizmu. Wtedy dobrze nam zrobi herbata imbirowa. Gdy zabrakło czasu na posiłek przed zachodem słońca – wieczorem spożyjmy ciepłe danie, nie żałując pieprzu. Z kolei jeśli wyczerpał nas stres, albo zmarzliśmy, dobrze jest zakończyć dzień szklanką napoju złożonego z pół łyżeczki pieprzu cayenne i łyżeczki kakao zalanych wrzątkiem. Gdy na języku pojawi się biały nalot i śluz – to niedobry znak. Jeszcze gorzej, gdy zauważymy na nim żółte i brązowe plamy. Wówczas można obawiać się wrzodów żołądka i guzów w organizmie.

W stronę trwałego zdrowia

Właściwa dieta, ruch i zioła jeszcze nie gwarantują trwałego powrotu do zdrowia. Choroby nawracają, jeśli nie rozprawimy się z nimi na subtelnym, emocjonalno-mentalnym poziomie. Na emocje oddziałuje leczniczo muzyka gongów, kamertonów, bębnów. Olszewskiego od dzieciństwa fascynowała potęga muzyki, czuł w sercu dźwięki ukochanego akordeonu.
Straciłam męża w wypadku, ciało i dusza cierpiały – opowiada Dorota J. – Pan Stanisław powiedział, że nie ma ziół na tęsknotę, ale że zagra mi na gongu... To było kosmiczne, jeszcze teraz jestem pod wrażeniem rozmowy Misy z Gongiem. Bardzo mocno czułem coś w okolicy serca. Dźwięki kojarzyły mi się z czułą rozmową zakochanych, gdzie myśli jednego były słowami drugiego i odwrotnie. No i ten relaks w całym ciele… Rewelacja!

Wieloletnie obserwacje prowadzone przez otwockiego healera doprowadziły go do przekonania, że u podstaw wielu chronicznych schorzeń leżą toksyczne związki z bliskimi osobami, a także przykre doznania, zranione uczucia (np. strata bliskiej osoby, zdrada, nieodwzajemniona miłość), które miały miejsce w przeszłości. Rozpamiętywanie dawnych krzywd i urazów, czy nierealne mrzonki i oczekiwania dotyczące przyszłości osłabiają człowieka, odrywając go od pełnego przeżywania tego, co tu i teraz.

Z myślą o cierpiących katusze uczuciowe Olszewski opracował autorską metodę przeobrażania więzów w więzi.
Chodzi o to – tłumaczy – by umysł i dusza nauczyły się porozumiewać i współpracować. Na Nauczyciela wyznaczam ciało, bo ono jest rękami ducha... ten proces ułatwia i przyspiesza rozwój duchowy. Stosuję go również w terapii jako uzupełnienie metod innych, a często jako jedyną metodę, gdyż wszystkie inne już zostały wykorzystane lub zawiodły. Obowiązkowym elementem każdego etapu tego procesu jest spotkanie z dźwiękami bębna, grzechotek, gongu, mis.

Ten praktyczny i skuteczny program/metoda polega na wprowadzaniu do pola morficznego impulsów fizycznych, emocjonalnych i mentalnych prowadzących do zrozumienia i zmian w tej przestrzeni i na poziomach, o jakich mowa. – Jestem już spokojny, dziękuję – pisze w świątecznej kartce z Nowego Jorku Artur. – Słuchaliśmy trzy dni twojej płyty z gongami... Tata, choć cierpiał, umierając uśmiechnął się...

Ten trudny proces, każdy chory, mimo że korzysta z pomocą terapeuty, przechodzi sam. Na początku musi uznać, że przykre doświadczenie było życiową lekcją – i za nią podziękować. Takie zachowanie odcina toksyczne więzy. Późniejsze etapy wyglądają różnie, w zależności od indywidualnego przypadku.

- Nie możemy zmienić przeszłości, ale nasz stosunek do tego, co się wydarzyło, może ulec zmianie. W ten sposób – uważa Stanisław Olszewski – robimy krok w stronę trwałego uzdrowienia i nowej jakości życia.


Maria Rojek - Nieznany Świat 01/2009

Copyright: www.leczenieraka.org 2012

Top Desktop version